Marcin "Skullripper" Sienkiel

Zasadniczo jego przygoda i ogromne ciśnienie do gitary zaczęła się w wieku 10 lat kiedy pierwszy raz zetknął się z muzyką metalową. Nigdy nie zapomi "szaleństwa z paletką do bangbingtona przy dźwiękach Metallica, AC/DC czy Over Kill". W 1994 roku doczekał sie pierwszej wymarzonej gitary elektrycznej marki Mensfield Warrior oraz piecyka Fender RAD. Od tego momentu radość i oddanie ku muzyce wypełniło jego życie.

    Zespoły:

  • Embrional
  • Azarath

Zasadniczo jego przygoda i ogromne ciśnienie do gitary zaczęła się w wieku 10 lat kiedy pierwszy raz zetknął się z muzyką metalową. Nigdy nie zapomi "szaleństwa z paletką do bangbingtona przy dźwiękach Metallica, AC/DC czy Over Kill". W 1994 roku doczekał sie pierwszej wymarzonej gitary elektrycznej marki Mensfield Warrior oraz piecyka Fender RAD. Od tego momentu radość i oddanie ku muzyce wypełniło jego życie.

Niestety w tamtych czasach (rok 1993-94) nie było szkółek online czy też nauczycieli z pasją do muzyki metalowej, którzy mogliby go poprowadzić w sposób profesjonalny przez świat gitary.

Tak więc uczył się sam ze słuchu co jak sam mówi "...było dość nieudolne, zasadniczo przez większosć tego okresu mój rozwój jako gitarzysty był dosyć ubogi. Nie rozumiałem co gram, a jedynie serducho wskazywało jakiś kierunek. Mama próbowała zapisać mnie do szkoły muzycznej, ale w tamtych czasach nie było to takie proste. Przez przypadek znalazłem się u jakiegoś gościa na lekcjach gry na gitarze, ale zamiast coverów Slayera owy człowiek wtłaczał mi jakieś piosenki ogniskowe. No i niestety po 6 miesiącach porzuciłem edukację muzyczną stwierdzając, że takie granie jest dla mięczaków, a nie metalowców. Od tego czasu praktycznie do 2010 roku uczyłem się sam".
Ale jak to mówią apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc zaczęło mu przeszkadzać zapętlanie się wokół własnej osi, jeżeli chodzi o granie na gitarze. Czuł dyskomfort „produkując” w kółko podobne patenty. "Nie rozumiałem co grają inni, a jednocześnie byłem świadomy ogromnego postępu na świecie jaki miał miejsce w muzyce metalowej i nie tylko".

I tak we wspomnianym 2010 roku Michał Armagog ówczesny i obecny basista Embrional namówił go bym spróbował lekcji u Mirosława Muzykanta. "Pomyślałem hmm czemu nie spróbować, ale czy perkusista (bo Mirek jest m.in. perkusistą) będzie w stanie nauczyć mnie czegoś nowego na gitarze? Cóż nie spróbuje to się nie dowiem. Początki nie były łatwe J nagle pojawiły się kosmiczne znaki na 5 linii, gdzie o ich istnieniu wiedziałem, ale jakoś nigdy nie było mi z nimi po drodze. Pojawiła sie teoria, ale równocześnie ogromna pasja i zaangażowanie jakie Mirek wkładał w te zajęcia, przez co nie było to nudne lecz fascynujące". Bardzo szybko Mirek zaraził ich tą pasją i tak po niespełna roku cały zespół Embrional wylądował na zajęciach. "Słyszeliśmy efekty z każdym rokiem. Kompozycje, choć czasem raczkujące, wymagające szlifu, stawały się mniej oczywiste i z naszego punktu słyszenia ciekawsze. Połamane podziały, zmiany metrum i narastająca ciekawość jeszcze głębszej świadomości tworzenia".

Obecnie nie wyobraża sobie grania bez tej wiedzy. Jego nauka trwała 5 lat głównie rytmu i podstaw harmonii. Obecnie powrócił do trybu samodyscypliny, ale już na innym poziomie świadomości. "Wiem co mam ćwiczyć i co chcę osiągnąć, jest tego na tyle dużo, że pewnie życia zabraknie. Tak czy owak nuda mi nie grozi".

"Te wszystkie lekcje zmieniły również mój gust muzyczny. Generalnie głowa mocno mi się otworzyła na inne gatunki. Doceniam talent oraz kunszt innych artystów niekoniecznie metalowych. Zrozumiałem, że muzyka musi byc dobra, niezależnie od gatunku. Oczywiście nie wszystko mi się podoba, jednak potrafie docenić czyjąś inwencję i pracę, nawet wtedy gdy nie leży w moim guście. Dzieki nauce moim kolejnym ukochanym, choć chyba już niedoścignionym istrumentem stąło się pianino. Niestety nie mam juz na tyle czasu by samemu uczyć ciało jak sie po nim poruszać, ale zrzucam tą pasję na swoja córkę, która robi niesamowite postępy. Pomimo, że nie jestem pianistą rozumiem co Madzia ma zagrać i jak to powinno brzmieć. Często bawimy się razem w „bieganie” po gamach, ona na pianienie ja na gitarze. Czasem razem improwizujemy na pianionie próbując zrobić mroczne intra haha... Czerpiemy z tego mega radość co daje niesamowite efekty końcowe :)'

Heady gitarowe:

Mesa Dual Rectifier 100W - bardzo lubię surowość tego pieca i to że nie wybacza błędów :) slychać braki w warsztacie jak na dłoni co dopinguje mnie do dalszej pracy. Wada - kurewsko ciężki do noszenia i plecy na stare lata bolą ;)

Drugi piec na koncerty EVH III 5150 50 Watt - piękne mięsiste brzmienie, bardzo selektywny, nie wymaga dopałki jest mały i lekki :) idealny na koncerty i próby. Ostatnio przez niego Mesa się kurzy :)


Paczki:

Mesa 4x12"

Marshall Lead Series 1960 4x12" - zrobiłej jej tunning - głośniki V30 i Rola celestion pod nagrywki

Samoróbka Marshall 2x12" do pracy w domu i czasami na koncerty.


Pedal board:

Noise Gate Boss - wiadomo by nie hałasować w pauzach kiedy tego nie chcę

W przypadku Mesy tylko i wyłącznie dopałka Tube Screamer TS808 - zawsze ustawiam mało gainu na Mesie (godzina 12) i dopalam tubem by byl death metalowy gruz i punch zarazem. Mesa nie traci tego szkła lampowego uwielbiam to brzmienie.

Delay TC Elelectronic - solówki

Reverb Boss - solówki

Tuner TC Electronic - by kontrolować niechciane dysonanse ;)

Booster do pętli EVH tylko i wyłącznie bo niestety kanał FX wymaga podbicia na solo